Więcej o zwodach na stronie: http://sites.google.com/site/mistrzostwalogistykow
niedziela, 22 marca 2009
Zawody Logistyków
Więcej o zwodach na stronie: http://sites.google.com/site/mistrzostwalogistykow
Andrzej S wraca z Ameryki
Neuquen, koniec moto-przygody
"Wlasnie zakonczylem moja podroz motocyklem.
Wrocilem do Neuquen. W ciagu 23 dni przejechalem 8562 km. Czekam na Carlosa, zeby oddac motocykl. Transalp sprawowal sie bez zarzutu. Motocykl ma 1,5 roku i w tej chwili 67 tysiecy kilometrow. Nie musialem uzupelniac oleju ani
naciagac lancucha. Honda."
Więcej na jego blogu: mototango2009.blogspot.com .


Sorsele 2009 - Mercedesy pod biegunem - cz. I
Tym razem na czterech kółkach po lodzie i na płozach i gąsienicach po śniegu!
W piątkowe popołudnie na zaproszenie naszych przyjaciół z Mercedes-Benz Warszawa Bogusia Kowalskiego i Krzyśka Tańskiego wylecieliśmy w składzie Marcin B i
Z lotniska w Arvidsjaur (nie odważył bym się wymówiś tej nazwy) jeszcze tylko 100 km i jesteśmy w Sorsele, celu naszej wyprawy. Tu już tylko sympatyczne Szwedki, renifery, mocne bryki z gwiazdami na froncie i dalej już tylko lód i śnieg. Potem się okazało, że trafiliśmy idealnie z pogodą. Nie wiem jak mają Ci za nami, wiem, że ci przed nami mieli zimno – od minus 20 do minus 38!!! A my eleganckie minus 3-5, przeważnie do tego słoneczko. Dobrze też, że nie pojechaliśmy w grudniu, bo oprócz mrozu, jest jeszcze ciemność, długa ciemność – podobno jasno robi się na 2,3 godziny!
A potem to już tylko drift! I to drift na wiele sposobów i różnymi środkami komunikacji.
Zaczęło się od Actrosów – 500KM, tylne opony z kolcami, kabina spięta na sztywno z podwoziem, zamiast naczepy za siodłem parę tonowych płyt! Na krótkie pytanie „kto ma prawo jazdy?” nasze dłonie z
A potem to już tylko kółeczka, poślizgi i zabawa na 102!
cdn...
sobota, 28 lutego 2009
czwartek, 22 stycznia 2009
sobota, 3 stycznia 2009
Czyli niewiarygodne przygody wózkowego Stacha i dyspozytorki Maryli
Triler sex magazyn w odcinkach
Wszelkie podobieństwo do żywych i nieżywych jest przypadkowe i niezamierzone
Nie odsyłamy niezamówionych materiałów, a publikujemy je na wyraźne życzenie autorów, bez jakiegokolwiek wcześniejszego ostrzeżenia!
Wszelkie wpisy i komentarze mogą bez jakiejkolwiek zgody autorów uwzględnione w następnych odcinkach. (lub nie)
Niniejsza praca jest niezależnym i niewymuszonym wyznaniem ducha i jako taka może być cytowana zawsze i wszędzie bez uprzedniej zgody autorów!
Odcinek 1
„nieokodowana przesyłka”
Wózkowy Stach był od samego rana dzisiaj bez humoru. Po drodze do roboty jak zwykle coś musiało się spieprzyć. Nie dość, że Gruby Józek podjechał jak zwykle spóźniony, to jeszcze przedtem Stachu musiał wysłuchać kolejny raz cały żal „starej”. Nie byli ze sobą znowu tak długo, ale Stachu odczuwał pierwsze syndromy zmęczenia wspólnego materiału. Jak zwykle poszło o to samo – „kiedy ten ślub?” wykrzyczała bez wyraźnego powodu Marlena. Stachu łapał się zawsze, że był na takie sytuacje nieprzygotowany. Myślał wtedy zupełnie o czymś innym, i było to na tyle przyjemne i odległe od „ołtarza”, że żale Marleny wygoniły go z domu jeszcze przed codziennym sygnałem z „pontonu” Grubego. Sygnał to w przypadku „Pontona” przeciągłe pierdnięcie, bez początku i końca, coś na kształt nierozpoczętej i niezakończonej serenady kastrata! I tak to Wózkowy Stach zaczął kolejny dzień z lekkim gulem zamiast porannego seksu, a do tego Gruby spóźniał się jak zwykle. Potem było już tylko gorzej. Czkając na Grubego w grudniowej mżawce, ‘‘zupełnie jak w Londynie” – pomyślał Wózkowy Stach. „Jeszcze do tego noc jak w dupie u murzyna” ,przestępował z nogi na nogę. W końcu Gruby nadjechał swoim „Pontonem”. Nazwa zupełnie nie pasowała do tego strucla, a do tego ani jego właściciel, ani nikt znajomy Grubego, nie był w stanie wyjaśnić, skąd się wzięła. Bo „Ponton” nie przypominał ani pontonu, ani tak naprawdę niczego związanego z pływaniem po wodzie. Wózkowy Stach wyobrażał sobie nieraz jak pojazd Grubego ląduje w jeziorze. I za każdym razem przygoda kończyła się w wyobraźni Stacha tak samo – „Ponton” jak kamień szedł natychmiast na dno!! Nie, to nie była w żadnym wypadku pływająca maszyna. Nawet często nie była to także maszyna jeżdżąca, Wózkowy Stach wielokrotnie chciał powrócić do dawnych eskapad na rowerze. Ale życie nie zna pustki, odkąd Gruby wytrzasnął „pontona” trzeba było na nim pomykać.
Pierd klaksonu i w końcu są – jest Gruby i jego maszyna.
-co jest, kurwa, już 15 minut stoję i czekam , jak ten głupi …… - jak co dzień z lekkim nerwem zaczął Wózkowy Stach
-wsiadaj, nie uwierzysz co się stało – jak zwykle zaczął Gruby – a tak na marginesie, to nie wiem po jakiego ……… stoisz tu już kwadrans, skoro dopiero jest dwadzieścia po!
-stara
-trzeba było tak od razu – ze zrozumieniem i lekko uspokajająco mruknął Gruby – trzeba było nie rzucać gaci na środek kanapy i kupić jakieś warzywo.
-ochu……….., o co Ci chodzi?! – warknął Wózkowy Stach
-ok., może w końcu pojedziemy?
Droga codziennie ta sama – ten sam syf, te same dziury. Dzisiaj na dodatek jacyś goście chyba w czterdziestkę przeciągają kabel.
Wózkowy Stachu uchylił szybę w „Pontonie” – więcej was Kurwa nie było?
-daj spokój – uspokajał go Gruby – przecież to nie ich wina. Każdy ma jakąś robote.
W końcu dojechali do wartowni. Ta sama panna co zwykle zadała to samo co zwykle pytanie. Ani miło, ani sympatycznie, żadnych emocji
-przepustki są?
Zanim Wózkowy Stach zdążył cokolwiek powiedzieć, Gruby wykrzyknął w lekko uchyloną szybę – są! – i natychmiast zamknął okno. Wiedział, że jeszcze chwila, a będą mieli kłopot
Magazyn „Timil On” wyglądał upiornie w porannej mgle. Mimo, że jak zwykle byli spóźnieni, to i tak byli jednymi z pierwszych. Wysiadając minęli się z kończącymi nocną zmianę Lolkiem , Młodym i tym nowym, którego widzieli już w przelocie parę razy, ale imię było dla nich cały czas zagadką.
-Cześć, jest coś dla nas? – Gruby nie lubił zbytecznych grzeczności – czy znowu został nam bajzel z waszej nocki?
-Coś ty – żachnął się Młody – nigdy nie możesz nic darować?
Sprawa już była stara, ale wisiała między nimi przy każdym spotkaniu. Wózkowy Stach nie odzywał się jak zwykle słowem, ale tak naprawdę to była sprawa między nim a Młodym. Młody kilkakrotnie chciał ją jakoś załatwić, ale Wózkowy Stach nigdy nie podjął tematu.
Weszli do szatni, każdy bez słowa skierował się do swojej szafki. Byli spóźnieni, ale i tak wiedzieli, że Olo nic im nie powie. Pracowali już razem szmat czasu i Olo wiedział, że kiedy przyjdzie naprawdę do roboty, to może na nich liczyć. Wszyscy trzej lubili wypić swoją poranną kawę, ale jak przychodził czas, rozumieli się bez słów. Obydwaj, i Wózkowy Stach , i Gruby, lubili Ola.
Olo jak zwykle był pierwszy na zmianie. Chłopaki nigdy nie wiedzieli, jak on to robi, ale odkąd pamiętali Olo stał przy wózkach z tym swoim nieodgadnionym uśmiechem.
-Cześć
-Czołem – przywitali się bez zbytecznych gestów
-Coś znowu nie wyglądasz za wyraźnie – skomentował Olo – powinieneś chyba wcześniej kończyć wieczorny browar
-eee, co ty – odpowiedział Wózkowy Stach – to ta pogoda.
Na hali wszystko wyglądało jak zwykle, no może z wyjątkiem wielkiej skrzyni stojącej w rogu koło akumulatorowni. Duża, drewniana, nie pasowała zupełnie do poustawianych wszędzie kartonów
-skąd to się tu wzięło? – zapytał Ola Wózkowy Stach
-nie wiem. Stało to już jak przyjechałem do roboty. Pewnie Młody się z tym szarpał na nocce!
-ten szczaw?! Przecież oni z Lolkiem nie potrafią nawet przetoczyć beczki!
-Daj spokój, Stachu, to już było dawno. Zapomnij!- Gruby wiedział, że to nie jest temat na poniedziałkowy poranek – ciekawe, czy to robota Dyspozytorki Marioli.
Wózkowego Stacha jakby coś nagle odmieniło. Ruszył z zainteresowaniem w kierunku skrzyni, na próżno szukając na niej jakichkolwiek znaków nadania. Skrzynia była prosta jak dziób bociana, a na żadnej ścianie nie widać było nawet śladu listu przewozowego czy jakiegokolwiek dokumentu. Tylko ze środka dobywało się coś jakby delikatne mruczenie kota.
-Ki czort – pomyślał Wózkowy Stach
cdn
mroczny bloger






